Muszę przyznać, że lubię mieć wolny dzień w Tłusty Czwartek. Wtedy ze spokojem poświęcam kilka godzin na sterczenie przy kuchni i produkowanie słodkich i niezmiernie tuczących pyszności. :-)
Dziś postanowiłam zaszaleć z pączkami, które niestety mają to do siebie, że jak jest ich spora ilość (a przecież tylko tyle opłaca się w ogóle robić ;-) to kuszą zapachem i brązową skórką.
A po przygotowaniach siedzimy na kanapie i jemy, jemy jemy. Jak dobrze, że tylko raz w roku jest Tłusty Czwartek. :-)
Wszystkim łasuchom życzę smacznego. :-)
Składniki:
pół kg mąki
3 żółtka
3 łyżki cukru
3 dkg drożdży
1 łyżka masła
1.5 szklanki mleka
szczypta soli
powidła
olej do smażenia
cukier puder do posypania
Jak przy każdym cieście drożdżowym wszystkie składniki, oprócz drożdży, powinny mieć temperaturę pokojową.
Przygotowujemy zaczyn: drożdże rozcieramy z łyżką cukru, rozprowadzamy odrobiną letniego mleka i dodajemy łyżkę mąki - powinniśmy uzyskać konsystencję gęstej śmietany. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy na kilkanaście minut, aż podwoi objętość.
Do zaczynu dodajemy żółtka ubite z resztą cukru. resztą mąki, szczyptą soli i pozostałe mleko. Mieszamy drewnianą łyżką, a kiedy składniki się połączą dodajemy letnie, stopione masło.
Wyrabiamy ręką, aż ciasto zacznie odchodzić od miski.
Przykrywamy ściereczką i ponownie odstawiamy do wyrośnięcia. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.
Przygotowujemy miejsce, gdzie będziemy układać uformowane pączki. Obsypujemy je mąką, oprószamy nią również ręce. Z ciasta odrywamy małe kawałki, rozpłaszczamy je lekko i nakładamy łyżeczką powidła. Formujemy pączek i odkładamy na przygotowany blat. Pączki przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia.
Rozgrzewamy olej w garnku. Temperatura jest odpowiednia, kiedy wrzucony kawałek ciasta od razu odskakuje od dna.
Do oleju wkładamy po kilka pączków tak, żeby swobodnie pływały. Smażymy je z jednej strony pod przykryciem. Kiedy się zrumienią obracamy je widelcem na drugą stronę i dosmażamy.
Wyjmujemy na bibułę, żeby obciekły z tłuszczu i posypujemy cukrem pudrem.
Smacznego!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tłusty Czwartek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tłusty Czwartek. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 27 lutego 2014
niedziela, 10 lutego 2013
Odsłona pierwsza - faworki
Traf chciał, choć trochę mu pomogłam, że Tłusty Czwartek zastał mnie nad morzem. Dla uściślenia - polskim. Pozbawiona kuchni i możliwości upieczenia czegokolwiek zdałam się na łaskę, a właściwie głównie niełaskę okolicznych cukierni. Coś mnie podkusiło, żeby oprócz standardowych pączków kupić i co gorsza zjeść trochę faworków, zwanych przez niektórych krajan chrustem. Po pierwszym kęsie zamarłam. Fakt, przy kupnie mignęła mi nieśmiało myśl, że te faworki jakieś takie strasznie grube i napuszone, ale pomyślałam, że może zbyt dużo proszku do pieczenia sypnęło się cukiernikowi, a że na wygnaniu jestem, to wybrzydzać nie ma co. ;-)
Okazało się, że moment skosztowania ciastka, był moim "pierwszym razem" w kwestii jedzenia chrustu z ciasta drożdżowego. Mając w pamięci smak chruścików z dzieciństwa, chrupiących, ledwo do ust docierających w całości, odczułam głębokie rozczarowanie.
Przełykając kolejne kęsy, obiecałam sobie, że jak tylko wrócę do domu, zadość uczynię swojemu wyobrażeniu i niniejszym dziś to właśnie uczyniłam.
Jeśli ktoś jest fanem drożdżowych faworków, nie dla niego poniższy przepis. Ciastka, które z niego wychodzą, są kruche i delikatne. Najeść się nimi można dopiero po zjedzeniu ilości przemysłowych, co niestety wiąże się z kosmiczną wręcz ilością pochłoniętych kalorii. Ale Tłusty Czwartek, a właściwie w tym konkretnym przypadku - Tłusta Niedziela przypada w roku na szczęście tylko raz. ;-)
Okazało się, że moment skosztowania ciastka, był moim "pierwszym razem" w kwestii jedzenia chrustu z ciasta drożdżowego. Mając w pamięci smak chruścików z dzieciństwa, chrupiących, ledwo do ust docierających w całości, odczułam głębokie rozczarowanie.
Przełykając kolejne kęsy, obiecałam sobie, że jak tylko wrócę do domu, zadość uczynię swojemu wyobrażeniu i niniejszym dziś to właśnie uczyniłam.
Jeśli ktoś jest fanem drożdżowych faworków, nie dla niego poniższy przepis. Ciastka, które z niego wychodzą, są kruche i delikatne. Najeść się nimi można dopiero po zjedzeniu ilości przemysłowych, co niestety wiąże się z kosmiczną wręcz ilością pochłoniętych kalorii. Ale Tłusty Czwartek, a właściwie w tym konkretnym przypadku - Tłusta Niedziela przypada w roku na szczęście tylko raz. ;-)
![]() |
| faworki domowe |
Subskrybuj:
Posty (Atom)
